| Orzeł wylądował! Tym samym, od kilku dni jestem szczęśliwym wujkiem nowonarodzonego synka mojej siostry. Uroczy maluch. Tym samym okazuje się, że jedynym brzydkim dzieckiem w mojej rodzinie, byłem ja. W wieku niemowlęcym nie dałbym za siebie funta kłaków. cranium, 2007-12-12 skomentuj (0) |
| Krótka przypowieść o ludzkiej egzystencji Żyję. I to jak! cranium, 2007-06-17 skomentuj (0) |
| Euro 2012 Czasem marzenia się spełniają. Krążył swego czasu taki dowcip o polskiej reprezentacji piłkarskiej: "-Kiedy Polska zagra na Euro? -Kiedy będzie ich organizatorem." Jak widać (mimo wciąż sporych szans na awans do mistrzostw w roku 2008) rzeczywistość może przekroczyć najśmielsze oczekiwania. Napompowany balon nie pękł i teraz nie wiem, czy brać łopatę i lecieć budować autostrady, czy stawiać fundamenty pod stadion, a może odkurzyć znajomość języka rosyjskiego i ruszać na wschód opijać nasz triumf wraz z współorganizatorami- Ukrainą. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że obok mnie tworzy się historia, a otrzymanie tej organizacji to największy sukces Polaków po obaleniu komuny. W telewizji brylują członkowie komitetu, a także politycy, nie dziwię się, drugiej takiej szansy możemy nie dostać. Mam nadzieję, że wypowiadający się na temat Euro minister Gosiewski, to nie zapowiedź tego, że finał odbędzie się we Włoszczowej. Na peronie oczywiście. cranium, 2007-04-18 skomentuj (0) |
| Próxima estación: Barcelona Dwa miasta, dwie podobne historie, które znaczył dwudziesty wiek, dwóch bliskich sobie najeźdźców, a dwa zupełnie inne oblicza dzisiaj. Barcelona i Warszawa, bo o nich mowa, broniące swej niezależności, od „no pasaran” do akcji „Burza”. Niestety, „han pasado”, a po „Burzy” zostały głównie błyskawice skierowane w ludność i zabudowę ówczesnej perełki Europy Środkowej. Wycieczkę do Barcelony, prezent rodziców na 21 urodziny, traktuję jako zakończenie pewnego etapu w moim życiu. Długą podróż wzdłuż i wszerz Europy przyszło mi odbyć, by wreszcie dotrzeć do miasta, na zobaczeniu którego zależało mi najbardziej. Obejrzałem Barcelonę, teraz został już tylko cały świat do objechania, da się zrobić. Rozczarowania nie było, niedosyt zaś pozostanie tak długo, jak długo tam nie wrócę. Ze wszystkich stolic jakie zdołałem odwiedzić (nie tak znowu mało- Londyn, Paryż, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Ateny, Stambuł, Amsterdam, Tunis, Belgrad, Dubrownik), to właśnie ta, zgodnie z oczekiwaniami, najbardziej przekonała mnie do siebie atmosferą i przede wszystkim różnorodnością. Oczywiście, zaraz miłośnicy geografii (których cenię tylko trochę mniej od miłośników historii) zakrzykną, że przecież ani Barcelona, ani tym bardziej Dubrownik, nie są stolicami, a Amsterdam kosztem Hagi jest nią tylko z nazwy. Każdy ma prawo do własnego zdania ale tęgim umysłom wyjaśniam, że Barcelona to stolica Katalonii (dziś część Hiszpanii z szeroką autonomią, a kto wie co będzie jutro?), Dubrownik w Średniowieczu stanowił siedzibę parlamentu wolnej republiki kupieckiej (Raguzy), zaś Amsterdam jest przecież stolicą aborcji, eutanazji i palonego zielska. Barcelona poddaje pod wątpliwość sensowność dokonywania powierzchownych ocen i wysnuwaniu zbyt szybkich wniosków. Jest krainą paradoksów. Jak to się bowiem dzieje, że jej mieszkańcy nie myją rąk po wyjściu z toalety, a potrafią miasto utrzymać w takiej czystości i porządku? Dlaczego Katalończycy, nie mający pojęcia o zorganizowanym dopingu, traktują piłkę nożną jak religię i szczycą się najlepszą drużyną Europy zeszłego sezonu? Jakim cudem Hiszpanie, którzy zdają się wyjątkowo mało zapracowanym narodem, jakby cały rok mieli fiestę, mogą sobie pozwolić na regularne stołowanie się w kafejkach i restauracjach, gdy ich ceny wyraźnie od tego odstraszają? I wreszcie kiedy znajdują czas na regenerację i sprawy rodzinne, kiedy jednocześnie wyznaczają nowe standardy pojęcia „życie nocne”? Dla nich zabawa poprzedzona biesiadowaniem ma swój początek dopiero po północy, a dzień żegna się ostatnimi drinkami już dobrze po świcie. Osobnym rozdziałem barcelońskiej opowieści mógłbym obdarzyć ludność w wieku zbliżonym do mojego. Ograniczę się jednak do skomentowania męskiej części barwnego społeczeństwa. Chłopcy sposobem zachowania jasno dają do zrozumienia, że dojrzałość to nie ich największy atut. Pewnie, że oni sami muszą to postrzegać inaczej, na przykład mierząc swoją wartość tym, że już w podstawówce oddawały im się koleżanki z klasy. Nic dziwnego- one akurat dojrzewają szybciej, a oni prezentują niezwykłą pewność siebie, którą nadrabiają niedostatki. I to ona rzuca się w oczy równie szybko, co specyficzny styl ubierania się. Do Włochów wciąż im daleko, ale i tak statystyczny Polak miałby problemy czy użyć słowa gej, pedał, a może pozostać przy neutralnym metroseksualiście. No tak, ale my królami tolerancji to nie jesteśmy, więc pozostawię ten temat w sferze ciekawostek międzykulturowych. Spacerując po mieście Gaudiego, w rozważania na temat tego, czy wyżej cenię gotycki styl zabudowy, czy jednak to secesja lepiej mnie nastraja, a może konwencja pójścia w stronę nowoczesności, w to wkradała się mała wredna myśl. Zaraz, zaraz, przecież Warszawa też kiedyś czarowała przyjezdnych. Stanowiła chlubę jej mieszkańców, także ze względu na przepiękną secesyjną panoramę. Dziś stolica betonu, chociaż cholera wie, z czego Ruscy ten pomnik (PKiN) Stalinowi postawili; dziś krajobraz pozbawiony kompozycji, z wolnością architektoniczną posuniętą tak daleko, że najlepiej oddają ją wybory na najlepszy projekt dla Muzeum Sztuki Współczesnej. Pierwsze miejsce różni się tak diametralnie, w każdym detalu, od drugiego nagrodzonego, że obrany kierunek najwyraźniej znaczenia nie ma. Czy tak, czy siak, to co powstanie, pasować do reszty krajobrazu nie będzie. Jedna banda chuja obróciła moją Warszawę w 85% w ruinę, a druga banda chuja, która po niej przyszła dokończyła dzieła zniszczenia odbudowując ją tak, by starym mieszkańcom ze zgryzoty flaki same wyszły na wierzch. Secesję zastąpiono monumentalnym socrealizmem. I tak, o dziwo, mimo szczerych chęci, nowy pomysł na zabudowę nie oszpecił całego miasta, wszystko co pozytywne z pomysłów komuny stawiając na Mariensztacie. I tak przychodzi mi Warszawę kochać za jej i moją historię, Barcelonę za poczucie niezależności, za wygląd i za atmosferę, ale tylko wtedy, gdy w chłonięciu jej nie przeszkadzają tłumy ludzi. Chyba, że są to tłumy przewalających się studentów z puszką piwa, tudzież butelką wina w ręku, śpiewających (zawodzących) i wykrzykujących coś w każdym możliwym języku w metrze. Humana non sunt turpia, mawiali... Jedno jest pewne, nic tak nie inspiruje jak spacer wiosenną noca przez barcelońskie ulice, aleje, place, nawet jeśli ta noc płacze (tribute to Eldo). I dziwić się, że tylu wielkich twórców przygarnęło to miasto? cranium, 2007-04-17 skomentuj (0) |
| Wiosna, a może lato już Witajcie. Jest środa, 7 marca 2007 roku. Od rana piękna wiosna- świeci słońce, drzewa się zielenią, ptaszki ćwierkają, gówniarz z dołu drze ryja, że chce na dwór, a babka od Niemieckiego uznała, że skreśli mnie z listy ze swoich zajęć. Wakacje w pełni, w sensie. cranium, 2007-03-07 skomentuj (0) |
| Cuda, niewidy Serwis blog.pl podjął się trudnego zadania przeniesienia danych na nowy serwer, w wyniku czego ostatnie notki zabawiają się w widmo- raz są, a raz ich nie ma. Ponoć wstukanie nowej ma szansę sprawić, iż przestaną znikać. Zobaczymy. Być może jest to zapowiedź rychłego końca świata, stąd też proponuję cieszyć się życiem póki możecie. A tak poza tym, to zauważyłem, że mój blog fatalnie wygląda w IE, więc jeśli korzystacie z przeglądarki Microsoftu, a nie z Mozilli, to cóż... No współczuję wam w sumie. cranium, 2007-03-04 skomentuj (0) |
| A ty? - Siemasz stary! Co u mnie? Nieźle! Na studiach bez problemów, nawet mam szansę na stypendium. Pracuję dorywczo, ostatnio łapię też jakieś praktyki. W przyszłym roku planuję wyjazd na wymianę zagraniczną, ale będę musiał jeszcze trochę się postarać, bo dużo chętnych. Teraz trochę luźniej na studiach jest to imprezuję- wczoraj w Organzie byłem, jutro mam dobre wejściówki na open-bar do Piekarni. Nie mogę tylko za bardzo szaleć z alko, bo następnego dnia mam z rana robotę. A ty, jak tam? - Ja? Ja... wczoraj byłem szczęśliwy, odpukać. cranium, 2007-02-28 skomentuj (0) |